Share
Dostęp do broni w oczach etatowych ekspertów

Dostęp do broni w oczach etatowych ekspertów

 

Wojciech Kulesza, psycholog społeczny oraz etatowy (obok antyterrorysty Dziewulskiego) ekspert, do którego biegną media po opinię za każdym razem, gdy trzeba jakoś wyłuszczyć publice, że broń palna to zło, popełnił kolejny felieton na wiadomy temat: https://www.swps.pl/strefa-psyche/blog/17354-dostep-do-broni-a-mechanizm-falszywego-alarmu

Motyw przewodni: Polska w kontekście powszechnego dostępu do broni w Ameryce.

Wiem, szok. Nie Kanada, nie Szwajcaria, nie Czechy, ba, nawet nie New Hampshire czy biało-azjatyckie miasta Teksasu – po prostu Ameryka od Atlantyku po Pacyfik i od Manitoby po Chihuahue. Do samego tekstu ciężko się odnieść, ponieważ nie zawiera on absolutnie żadnych odnośników do statystyk. Zamiast tego dostajemy barwne anegdoty.

Przykładowo, jedna z anegdot (oparta ponoć na faktach) opowiada o pewnym barowym nieporozumieniu, które przerodziło się w zabójstwo. Oto w 320-milionowym kraju, wypełnionym 320 milionami sztuk broni, ktoś gdzieś kogoś zastrzelił zamiast sprać mu mordę, bo źle zinterpretował gest drapania się po plecach. Myślał, że delikwent sięga za pasek spodni po klamkę. Resztę możecie sobie dośpiewać.

Autor dalej konkluduje, że stało się tak, bo ten, co strzelał, „wpadł w sidła efektu broni”, o którym Kulesza „uczy swoich studentów już od pierwszego roku psychologii.” Nie ukrywam, że bardzo chciałbym posłuchać tych wykładów. Może dowiedziałbym się z nich, że rezultaty eksperymentów z „efektem broni” zależą w dużej mierze od selekcji grupy kontrolnej? Że im bardziej uczestnicy są zaznajomieni z bronią, tym mniejsza szansa wykrycia zjawiska (nie muszą jej nawet posiadać, wystarczy, że dorastali w otoczeniu, w którym broń stanowiła element kultury/pracy)? Może dowiedziałbym się też, że nigdy nie zarejestrowano poszukiwanego „efektu”, gdy broń znajdowała się fizycznie w dyspozycji osób poddawanych testom? Wreszcie – może pan Kulesza przypomniałby mi o głębokim kryzysie, w jakim tkwi psychologia oraz generalnie medycyna (chodzi o replikacje wyników)? —> Więcej tu: goo.gl/8zK46s i tu: goo.gl/hgeXas

Żeby wam uzmysłowić, jak bardzo słabe z czysto technicznego punktu widzenia są artykuły, usiłujące wytropić „efekt broni”, zapodam tylko jeden tytuł – najnowszy z 2017 roku – „The Weapons Effect on Wheels” Bushmana et al. : Badacze zainstalowali 60 studentów przed ekranem symulatora jazdy samochodem, w którym raz na siedzeniu pasażera leżała plastikowa replika pistoletu, innym razem zaś rakieta tenisowa. Okazało się, że studenci „z bronią” na fotelu podjeżdżali bliżej aut stojących w korku, gwałtowniej hamowali i częściej przyśpieszali. Słowem, „jeździli” mniej ostrożnie. Morał: broń stymuluje agresję.

Trzy podstawowe problemy:

  • Nikt nie wpadł na pomysł, aby sprawdzić, czy ten sam „kierowca” jednakowo reaguje na „pistolet” i rakietę tenisową. Studentów przypisywano bowiem losowo do rekwizytów i nigdy nie testowano dwóch przedmiotów na jednym uczestniku.
  • Eksperyment został tak niefortunnie skonstruowany, że od pewnego momentu studenci mogli się spokojnie domyślić, iż biorą udział w badaniu nad „efektem broni”, a co za tym idzie, mogli celowo przesadnie reagować w kontakcie z „pistoletem”, żeby wykrzywić wyniki na korzyść narracji o broni palnej jako bodźcu wyzwalającym agresję.
  • Najważniejsze: dane empiryczne z Michigan nie potwierdzają, jakoby legalni posiadacze broni jeździli bardziej ryzykownie. Wręcz przeciwnie: w stosunku do osób nieposiadających zezwoleń na przewóz broni poruszają się oni po drogach 10x ostrożniej i popełniają 12x mniej wykroczeń niż reszta populacji kierowców (goo.gl/B1vpzD). Analogicznie jak w przypadku gier komputerowych (goo.gl/AH3PJw) znowu mamy więc tu do czynienia z dość wyraźnym rozziewem między realną rzeczywistością a psychologicznymi sztuczkami w laboratorium.

Kulesza wyraża także troskę o amerykańską policję, która częściej niż w Polsce strzela do cywilów. W podsumowaniu felietonu pada takie zdanie: „Będą ginąć niewinni, a policjanci będą musieli dźwigać brzemię Drugiej Poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych”. Autor oczywiście zapomniał poinformować swoich czytelników, że:

  • W zależności od sondażu czy jurysdykcji 80-90% funkcjonariuszy policji w USA popiera powszechny dostęp do broni palnej. Zatem oni „dźwigają brzmię Drugiej Poprawki” tylko w fantazjach pana Kuleszy.
  • Amerykańska policja ma dzisiaj pod sobą znacznie więcej potencjalnie uzbrojonych obywateli „do upilnowania” niż kiedykolwiek wcześniej w historii przy rekordowo niskich stratach własnych (innymi słowy, przeciętny gliniarz w USA nigdy nie był bezpieczniejszy wykonując swoją robotę niż w ostatnich latach – nawet pomimo nagonki rozhulanej przez schyłkową administrację Obamy i aktywistów BLM).
  • Kiedy w UK był powszechny dostęp do broni, policja brytyjska ciągle zabijała ZNACZNIE mniej cywilów niż ich koledzy zza oceanu. Historyczna analiza wskaźników zabójstw dla policji nowojorskiej i londyńskiej nie pozostawia wątpliwości: https://www.hoplofobia.info/zabic-policjanta/ Chętnie zobaczyłbym te same statystyki dla Kanady sprzed roku 1979, kiedy w kwestii powszechności broni panowała tam sytuacja zbliżona do amerykańskiej. Założę się, że członkowie RCMP tak samo jak bobiki w Anglii używali broni sporadycznie.

Pytanie, jakie powinien zadać sobie Kulesza, brzmi zatem następująco: dlaczego w krajach z podobnym reżimem regulacyjnym policja rzadziej decyduje się strzelać?

P.S. Z notki biograficznej pana Kuleszy: „W latach 2012-2013 przebywał na stypendium naukowym na Florida Atlantic University.” Jak on to przeżył? Floryda to stan, gdzie na jeden urząd pocztowy przypadają trzy licencjonowane sklepy z bronią. Określenie „Gunshine State” nie wzięło się znikąd: —>  https://www.hoplofobia.info/floryda-dream/

>> Artykuł dostępny na stronach https://www.facebook.com/hoplofobia/ oraz https://www.hoplofobia.info/